Mocne fundamenty

O przyjaźni matki z córką, supermocach, kobietach-wojowniczkach i wspólnym prowadzeniu biznesu, opowiadają Joanna Zarańska i Tonia Bochińska, współwłaścicielki szkoły języka angielskiego Early Stage, która działa od 25 lat i w tym roku szkolnym uczy się w niej 28,5 tys. uczniów z całej Polski.

Early Stage to szkoła języka angielskiego dla dzieci i młodzieży założona 25 lat temu przez Joannę Zarańską. Już drugi rok wspiera Fundację Kosmos dla Dziewczynek.

Early Stage wywiad Kosmos dla dziewczynek

 

Anna Błaszkiewicz, Kosmos dla dziewczynek: Przyjaźnicie się ze sobą?

Tonia Bochińska: Kiedy dzieje się coś ważnego, dobrego czy złego, najpierw dzwonię do mamy.

Joanna Zarańska: Moja pierwsza myśl w takim momencie – powiedzieć Toni! Przyjaźnię się zresztą z obiema córkami – i z Tonią, i z Agnieszką.

Tonia: Ufamy sobie, akceptujemy swoje wybory, nie oceniamy się. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa.

 

Tak było zawsze?

Joanna: Kiedy urodziła się Tonia, przez półtora roku nie pracowałam. To był jedyny taki okres w moim życiu. Bardzo się wtedy związałyśmy.

Tonia: Pamiętam, że ciągle siedziałam u mamy na kolanach, wszędzie razem chodziłyśmy. Potem, nawet w okresie dorastania i buntu, nigdy się nie zwróciłam przeciw niej. Nigdy jej nawet nie okłamałam! Może tylko podczas mojej podróży po Ameryce Południowej, nie wszystko jej mówiłam, na przykład nie opowiadałam, jak się przemieszczam między granicami. A miałam naprawdę dziwne pomysły. No ale wtedy byłam już dorosła.

 

A co jest trudnego w takiej relacji?

Tonia: Wyznaczanie granic. Na początku, gdy same zajmowałyśmy się większością spraw w firmie, rozmawiałyśmy o pracy nawet w czasie rodzinnych obiadów. Potem pojawiły się dzieci i już nie było tak łatwo spokojnie pogadać przy stole. Na szczęście zaczęłyśmy też wtedy budować większy zespół, więc nie wszystko było już na naszych głowach. Ale teraz też się czasem zdarza, że ja właśnie kładę dzieci spać, jestem myślami całkowicie w domu, a mama dzwoni i zaczyna mówić o czymś związanym z pracą.

Joanna: Mamy na szczęście w sobie taką otwartość, żeby powiedzieć wtedy: wróćmy do tego jutro. To ważne w naszej sytuacji – ja opiekuję się mamą, która ma 91 lat, Tonia ma dwoje małych dzieci. Bywa trudno.

 

Jesteście do siebie podobne? Czy więcej między Wami różnic?

Joanna: Podobnie reagujemy w wielu sytuacjach. Łączy nas system wartości i priorytety.

Tonia: Ale są między nami różnice! Wynikają na przykład z tego, że ja obserwuję mamę i wyciągam wnioski. Mogę próbować różne rzeczy robić inaczej. W życiu prywatnym i w relacjach zawodowych zdecydowanie idę swoją ścieżką. No i każda z nas jest w czymś innym dobra, więc nie musimy ze sobą rywalizować. Mama ma talent twórczy, wymyśla, pisze. Są rewiry, na przykład tworzenie materiałów do nauki, podręczników, w których to ona jest absolutnym mistrzem. Ja mam za to talent do zarządzania, organizowania i dużo pomysłów.

Joanna: Dlatego, kiedy firma zaczęła rosnąć i okazało się, że pilnie potrzebuje lidera, przekazałam ją w ręce Toni z dużą radością, bez lęku, bez żadnych wątpliwości czy złych uczuć. Nigdy nie chciałam zarządzać dużą grupą ludzi. Wolałam skupiać się na uczeniu dzieci, pisaniu podręczników, takiej zwykłej pracy. A Tonia od początku dobrze się czuła w roli przywódcy.

 

Jak ten przełomowy moment wyglądał?

Tonia: Wszystko wydarzyło się przypadkiem, 12 lat temu. Ja już wtedy od ponad 10 lat uczyłam angielskiego i czułam, że muszę wreszcie iść w jakimś innym, swoim kierunku, jeszcze bliżej nieokreślonym. Chciałam się odłączyć i zacząć coś robić zupełnie sama, żeby się sprawdzić. Szkoła była mała, miała kilka filii. Osoba, która pomagała w zarządzaniu jedną z nich, tuż przed początkiem roku szkolnego przysłała SMS-a, że nie wraca z wakacji. Mama we łzach, od razu zadzwoniła do mnie. Zgodziłam się pomóc, ale poprosiłam, żeby szybko znalazła kogoś na moje miejsce. No i wpadłam jak śliwka w kompot. Zachłysnęłam się tą pracą. Filia rosła, cała szkoła też zaczęła się rozwijać. Chciałam to wszystko układać, porządkować, iść do przodu. Całkowicie mnie to pochłonęło!

 

To cofnijmy się jeszcze o 13 lat. Jak wspominacie rok 1993, kiedy szkoła powstawała?

Tonia: Ja miałam 12 lat. Mama się wtedy rozwodziła i ogromnie dużo pracowała. To był moment przełomowy, bardzo trudny. Ale towarzyszyło mi poczucie brania spraw w swoje ręce. Pamiętam, że mama wieczorem zwijała się w kulkę na kanapie i zasypiała. Wcześniej niż ja i siostra.

 

Co Panią pchało do działania?

Joanna: To wszystko było na granicy wytrzymałości, ale nie miałam innego wyjścia. Przed południem pracowałam w szkole społecznej, a potem w swojej szkole. W sumie 11 godzin dziennie. Przez cztery lata tak ciągnęłam dwie sroki za ogon, bo wiedziałam, że nie mogę ryzykować i muszę utrzymać siebie i córki. Wszyscy to powtarzają, ale rzeczywiście, jak się ma strasznie dużo różnych obowiązków, to się człowiek potrafi niesamowicie zorganizować. I ja tak działałam. Nie gotowałam obiadów, zatrudniłam do pomocy panią, która o to dbała. Wieczorami zdarzało mi się czasem iść jeszcze na gimnastykę. Jak wracałam do domu, to po prostu padałam. Ale byłam wtedy szczęśliwa. Widziałam, że coś się rodzi, że buduję coś nowego. Z roku na rok miałam więcej uczniów. Pisałam podręczniki. W szkole najpierw zaczęła pracować moja starsza córka, Agnieszka, a potem Tonia.

Tonia: Bardzo cenię ten czas, dużo się wtedy nauczyłam. Mama pokazała nam, że ważna jest samodzielność i niezależność, także finansowa. Ja już w szóstej czy siódmej klasie wymyśliłam pierwszy biznes – organizowałyśmy z koleżanką urodziny dla maluchów.

 

Dobra współpraca to klucz do sukcesu?

Joanna: Cały czas trzeba się rozglądać wokół siebie i szukać ludzi, z którymi warto coś razem zrobić. Tak po partnersku. Nie ma się co bać, że ktoś okaże się zdolniejszy od nas, czy już teraz jest w czymś lepszy. Jeśli będzie chciał odejść, nie można podcinać mu skrzydeł. To trudne, ale my tak staramy się patrzyć na ludzi. Nie wykorzystywać ich, ale popychać do przodu.

Tonia: Tak działa nasza firma. Relacje to jej mocny fundament. Łączy nas nie tylko wspólny biznes. Często sobie powtarzamy z mamą, że mamy niesamowite szczęście do ludzi. Co ciekawe, wokół nas są prawie same kobiety. Wśród naszych 100 franczyzobiorców, którzy pod szyldem Early Stage prowadzą szkoły w całej Polsce, jest kilka małżeństw, ale cała reszta to kobiety. Mają niesamowity potencjał i drzemie w nich ogromna siła. Są energiczne, otwarte na wyzwania, empatyczne, mają poczucie humoru i dystans do siebie. To niezwykle pomaga nie tylko w pracy nauczycielki, ale też w zarządzaniu, budowaniu zespołu, rozwijaniu współpracy, rozwiązywaniu konfliktów.

 

A w Was skąd tyle energii?

Tonia: Mnie bardzo napędzają kontakty z innymi ludźmi. Spędziłam teraz miesiąc w Londynie, gdzie szkoliłam swój biznesowy angielski, bo planujemy zacząć otwierać szkoły w Europie i Ameryce Południowej. Byli tam ludzie z całego świata, którym opowiadałam o tym pomyśle. Wróciłam z niesamowitą, nową energią. Podobnie było po bardzo kameralnym spotkaniu z nauczycielką z Litwy, która pewnie już we wrześniu otworzy u siebie naszą małą filię. Od razu coś między nami zaiskrzyło.

Joanna: Ja dużo energii czerpię z kontaktu z naturą. Gdy jestem w górach, wśród drzew, kwiatów, czuję, że otwiera mi się głowa, przychodzą nowe pomysły. Przywiązuje się do miejsc, uwielbiam wracać tam, gdzie już byłam.

Tonia: I to też nas różni, bo dla mnie czymś oczyszczającym są dalekie wyjazdy w całkiem nowe miejsca.

 

Gdzie szukacie inspiracji?

Joanna: W latach osiemdziesiątych, kiedy dzieci były małe, spędziliśmy trzy lata w Anglii. Zachwyciła mnie brytyjska szkoła w małej miejscowości pod Manchesterem, do której poszła moja starsza córka. Agnieszka miała pięć lat, nie znała dobrze angielskiego, ale trafiła do fantastycznej nauczycielki wychowania początkowego, która grała na gitarze, śpiewała, robiła z dziećmi teatrzyki. Nigdy czegoś podobnego nie widziałam! Tam się narodził pomysł, żeby kiedyś też tak uczyć. Zaczęłam po trochu wprowadzać go w życie po powrocie do kraju, w czasie prywatnych lekcji w moim mieszkaniu. Z tą nauczycielką przez całe lata utrzymywałyśmy kontakt. Zawsze składałyśmy sobie świąteczne życzenia, wysyłałam jej też płyty Agnieszki, bo to ona pierwsza dostrzegła w niej talent muzyczny i aktorski.

Muszę też wspomnieć o autorach literatury dziecięcej, którzy cały czas są dla mnie wielką inspiracją – to Roald Dahl, który napisał m.in. książkę „Charlie i fabryka czekolady” i słynny Dr. Seuss, mistrz rymu.

Niesamowicie się ucieszyłam, kiedy odkryłam, że ja też potrafię rymować! W rodzinie mojej matki w każdym pokoleniu była kobieta, która pisała wiersze. Dobrze, że padło na mnie!

Tonia: Ja nie rymuję, ale jestem muzykalna.

 

Muzyka to jedna z Waszych supermocy?

Tonia: My tych supermocy mamy w sumie 10 – muzyka, rym, rytm, ruch, emocje, humor, relacje, ambitne materiały, teatr i obraz. To dla nas najważniejsze wartości w naszej pracy, czyli uczeniu.

Nasz głos i muzyczna dusza to moja siostra Agnieszka, która nagrywa płyty jazzowe jako Aga Zaryan. Przez 10 lat uczyła angielskiego w filii, którą założyła na Ochocie. Teraz nie uczy, ale angażuje się we wszystkie nasze projekty muzyczne. Razem z fantastycznym Seanem Palmerem co roku wchodzą do studia i nagrywają dla nas piosenki, które później śpiewają uczniowie.

 

Dużo utalentowanych kobiet!

Tonia: I rośnie nowe pokolenie. Moja córka, Stefcia, ma 3 lata i już teraz chodzi swoimi ścieżkami. Ma bardzo klarowną wizję tego, czego chce, a czego nie. W leśnym przedszkolu biega i wspina się po drzewach.

Joanna: U nas w rodzinie kobiety są bardzo silne.

Tonia: Jest w nas moc. I wszystkie jesteśmy trochę wojowniczkami.

 

Rozmawiała Anna Błaszkiewicz.

© fundacja Kosmos dla Dziewczynek 2017 - wszelkie prawa zastrzeżone. Strona stworzona przez: Nextima.pl

0